Nie mieszkam już w świętym mieście i nie byłem ostatnio na bieżąco.
Stało się jednak to, co brałem do tej pory za za żart.
Nie ma już żartów. Częstochowa dołączyła do rodziny metropolii z wielkim pomnikiem. Rio de Janeiro, Świebodzin chowajcie się.
Nadchodzi 14 metrowy nasz papież polak, JPII.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzyżacy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzyżacy. Pokaż wszystkie posty
sobota, 13 kwietnia 2013
piątek, 6 stycznia 2012
Maastricht Cat
Witam w roku 2012. Nadal byczę się na urlopie, ale z okazji nowego, starego święta zrobiłem sobie przerwę. Poniżej relacja z Maastricht, gdzie witałem Nowy Rok za darmoszkę, dzięki couchsurfingowi.
Zrobimy sobie małą wycieczkę po mieście, z motywem przewodnim: adaptacje. Nowe, trudne słowo na nowy rok. Kot uczy i bawi!
Miejsce numer jeden, to księgarnia Selexyz Dominicanen w dominikańskim kościele, z 1294 roku. Ponieważ, o zgrozo, w Holandii nawet Kościół płaci podatki, zdarza się, że z braku środków płatniczych, musi sprzedać swoje nieruchomości. Księgarnia jest piękna i ma świetną lokalizację. Słyszałem jednak, że przędzie równie słabo co Kościół Katolicki w Holandii. Może to kwestia złego fengshui?
Następnie, udamy się nad rzekę Maas, gdzie w dawnym budynku dystrybutora zbożowego, ulokował się squat Landbouwbelang (LBB). Miejsce, aż kapie alternatywnością i sztuką niezależną. Sam bym tam chętnie zamieszkał. Jak się zrobi cieplej. Freedom, space, not having to pay ren!
Więcej fotek na ich stronie landbouwbelang.org
Trzeci lokal to znowu kościół. W swojej historii, był już klubem nocnym, a teraz hulają tam i swawolą trochę młodsze dzieci, bo ulokowało się tu Funville. Dzięki kasie z dwóch zajebiście wielkich zjeżdżalni, które stoją w nawie głównej, historyczne elewacje są poddawane renowacji. Nie ma to jak łączyć, przyjemne z pożytecznym.
Jest jeszcze kilka ciekawych miejsc w Maastricht, większość w pobliżu starego miasta, ale nie dajcie się tu uziemić, na dłużej niż dwa dni.
*zapałki po niderlandzku to LUCIFER, i wszystko jasne
Zrobimy sobie małą wycieczkę po mieście, z motywem przewodnim: adaptacje. Nowe, trudne słowo na nowy rok. Kot uczy i bawi!
Miejsce numer jeden, to księgarnia Selexyz Dominicanen w dominikańskim kościele, z 1294 roku. Ponieważ, o zgrozo, w Holandii nawet Kościół płaci podatki, zdarza się, że z braku środków płatniczych, musi sprzedać swoje nieruchomości. Księgarnia jest piękna i ma świetną lokalizację. Słyszałem jednak, że przędzie równie słabo co Kościół Katolicki w Holandii. Może to kwestia złego fengshui?
Następnie, udamy się nad rzekę Maas, gdzie w dawnym budynku dystrybutora zbożowego, ulokował się squat Landbouwbelang (LBB). Miejsce, aż kapie alternatywnością i sztuką niezależną. Sam bym tam chętnie zamieszkał. Jak się zrobi cieplej. Freedom, space, not having to pay ren!
Więcej fotek na ich stronie landbouwbelang.org
Trzeci lokal to znowu kościół. W swojej historii, był już klubem nocnym, a teraz hulają tam i swawolą trochę młodsze dzieci, bo ulokowało się tu Funville. Dzięki kasie z dwóch zajebiście wielkich zjeżdżalni, które stoją w nawie głównej, historyczne elewacje są poddawane renowacji. Nie ma to jak łączyć, przyjemne z pożytecznym.
Jest jeszcze kilka ciekawych miejsc w Maastricht, większość w pobliżu starego miasta, ale nie dajcie się tu uziemić, na dłużej niż dwa dni.
Dag! Bakalandio! Do zobaczenia!
Etykiety:
freecats,
herby,
Krzyżacy,
Linki,
Maastricht,
street art,
święta
piątek, 12 sierpnia 2011
sobota, 6 sierpnia 2011
Adam vs Bóg Wszechmogący vol. III
Częstochowo uważaj, warszawska pielgrzymka ruszyła. Przekonałem się o tym rano. Myślałem, że tutaj będę miał święty spokój, ale nie, śpiewy bojowe od samego rana. Nic nie przebije jednak, sierpniowego spędu pod świętą wierzą.
Etykiety:
Adam vs Bóg,
art,
catfree,
Cz-wa,
Częstochowa,
Filmy,
Jasna Góra,
Krzyżacy,
Warszawa
poniedziałek, 1 sierpnia 2011
niedziela, 31 lipca 2011
niedziela, 10 kwietnia 2011
открытый кот
Moje nowe, natchnione dzieło. Z takim spojrzeniem, OpenCat już dawno powinien wylądować na jakimś świętym obrazku.
Św. OC, patron... no właśnie kogo, może macie jakieś pomysły?
открытый кот
technika: spray na desce
430x470mm
piątek, 1 kwietnia 2011
St. Sebastian Cat
Witamy kwiecień, zapowiada się miesiąc męczenników, świętych i błogosławionych. Od JPII do TU154, okrągłe rocznice i gorzkie żale.
Czas wyłączyć TV i radio, nie korzystać z neta, nie czytać gazet...
Czas wyłączyć TV i radio, nie korzystać z neta, nie czytać gazet...
środa, 29 grudnia 2010
Baby Jesus Cat
Nie spodziewałem się, że wizyta w
jasnogórskiej szopce tak mną wstrząśnie. Pussycat mogła
pomyśleć, że się nawróciłem bo co pięć sekund powtarzałem: O
Jezu! Tegoroczna szopka naprawdę daje po oczach.
Nie wszystko mogłem zrozumieć, bo
niektóre scenki rodzajowe, są dość hermetyczne. Mnie biednemu
ignorantowi kojarzą się tylko z wystawą sklepową dewocjonalnego
lumpeksu. Ktoś musiał czyścić magazyn z manekinów oraz gipsowych
potworków, i postanowił wesprzeć biednych Paulinów.
Na szczęście są też znajome
elementy, o których na pewno wspomina Pismo, a przynajmniej powinno.
I tak możecie pokazać dzieciom, że Jezuska odwiedził Szarik i
Lessi, które zabrały ze sobą znajomych, rodwailera, dobermana oraz
nakrapianego doga podobnego do Saby. Nie mogło zabraknąć także
zawadiackich i wesołych, czarnych niewolników z plantacji bananów,
znanych już ze średniowiecznych jasełek i Chaty wuja Toma. No i
niezastąpione jelenie które pasują wszędzie.
Samego Jezuska zauważyłem dopiero
przy drugiej wizycie, kiedy oswoiłem się z lalkami które chyba
wysypały się Mikołajowi z wora.
Unikałem tematu świąt, ale po
obejrzeniu i to dwukrotnym, tego dzieła z czystym sumieniem mogę
zrobić swoją kocią szopkę, a i tak nie przebije szopy strachów z
Jasnej Góry.
Takiego nagromadzenie tandety i złego
smaku nie mogę nie docenić, przyznaję więc Brązowego Kociego
Anusa.
Dla tych którzy nie mogą jej osobiście odwiedzić, nie chcą, lub nie mają jej jeszcze dosyć, dołączam zdjęcia szopki. Żeby je zrobić musiałem tam jechać drugi raz, więc patrzcie aż was oczy rozbolą!
Dla tych którzy nie mogą jej osobiście odwiedzić, nie chcą, lub nie mają jej jeszcze dosyć, dołączam zdjęcia szopki. Żeby je zrobić musiałem tam jechać drugi raz, więc patrzcie aż was oczy rozbolą!
Etykiety:
Cz-wa,
Częstochowa,
FotoCuvet,
Jasna Góra,
Krzyżacy,
pocztówka,
święta
piątek, 10 grudnia 2010
Catechist Cat
"Udręka katechetów", obok takiego tytuł u na okładce Polityki, nie mogłem przejść obojętnie.
"Noe do arki brał tylko młode zwierzęta (w tym dinozaury) dzięki czemu nie zajmowały dużo miejsca, mniej ważyły, dużo spały, były bardziej wytrzymałe oraz po potopie dłużej żyły przez co wydadzą więcej potomstwa. Największe jajo dinozaura jakie znaleziono jest mniejsze od piłki do nogi."
Po lekturze, możecie wierzyć lub nie, zacząłem współczuć tym ludziom. Kościół nadal uważa, że religia w szkole to jego zwycięstwo. Rzeczywistość pokazuje, że to raczej gwóźdź do trumny. Katecheci na pierwszej linii frontu dostają po dupie jeśli nie realizują programu, reszty dopełniają dzieciaki, które mają program głęboko gdzieś.
Katechetom więc dziś daruję, na szczęście trafiłem na bloga polskiego kreacjonisty. Myślałem, że takie ludy żyją tylko w Stanach. Dawno nie miałem takiego ubawu, a przy okazji dowiedziałem się jak Noe uratował dinozaury:
Tylko co się z nimi stało potem? A tak, rzeź niewiniątek.
Etykiety:
Ameryka,
kreacjonizm,
Krzyżacy,
Linki
środa, 24 listopada 2010
Jehovah's Cat
Złamałem dziś bardzo ważną regułę, której staram się trzymać. Czyli: nie reaguj na dzwonek do drzwi, jeśli się nikogo nie spodziewasz.
Stworzyłem tą zasadę nauczony doświadczeniem, że za drzwiami czeka na mnie sprzedawca junkersów, ministrant z pytaniem czy przyjmę księdza, dzielnicowy, który podobno już od dwóch miesięcy próbuje mnie spotkać i oczywiście Świadkowie Jehowy.
Dziś 0 13.30, kiedy przebywałem właśnie w fazie REM, obudził mnie dzwonek do drzwi. Musiałem być jeszcze nieprzytomny, bo pobiegłem otworzyć. A tu dwie panie w słusznym wieku, już się rwą aby uświadomić mi zbliżającą się paruzję czy też Har-Magedon. Uprzejmie odmówiłem ...
Mam pewien sentyment do kociej wiary (sic?), bo kiedy byłem mały ciocia Jehowitka podarowała nam wypasione, barwne książki i oczywiście "Strażnice". Dla dzieciaka w latach 80tych to był prawdziwy trip. Do tej pory pamiętam te soczyste kolory, te szczęśliwe Amerykańskie rodziny z klasy średniej, które przechadzały się po niebiańskich łąkach, wśród lwów i owieczek.
To chyba był mój pierwszy kontakt z ilustracją w stylu fantasy. Postać Szkarłatnej Bestii, spokojnie mógłby się znaleźć na okładce Conana Barbarzyńcy. Tak mi się to podobało, że zaniosłem to na lekcję religii. Ksiądz był mniej zachwycony, uświadomiłem sobie wtedy, że Jezusek nie zawsze jest katolikiem.
Apeluję więc do Świadków Jehowy, jeśli chcecie pogadać to:
Primo, synchronizujcie odwiedziny ze spisywaniem liczników gazowych,
Secundo, przyślijcie ładniejsze panie,
Trio? Nie po nocce!
Stworzyłem tą zasadę nauczony doświadczeniem, że za drzwiami czeka na mnie sprzedawca junkersów, ministrant z pytaniem czy przyjmę księdza, dzielnicowy, który podobno już od dwóch miesięcy próbuje mnie spotkać i oczywiście Świadkowie Jehowy.
Dziś 0 13.30, kiedy przebywałem właśnie w fazie REM, obudził mnie dzwonek do drzwi. Musiałem być jeszcze nieprzytomny, bo pobiegłem otworzyć. A tu dwie panie w słusznym wieku, już się rwą aby uświadomić mi zbliżającą się paruzję czy też Har-Magedon. Uprzejmie odmówiłem ...
Mam pewien sentyment do kociej wiary (sic?), bo kiedy byłem mały ciocia Jehowitka podarowała nam wypasione, barwne książki i oczywiście "Strażnice". Dla dzieciaka w latach 80tych to był prawdziwy trip. Do tej pory pamiętam te soczyste kolory, te szczęśliwe Amerykańskie rodziny z klasy średniej, które przechadzały się po niebiańskich łąkach, wśród lwów i owieczek.
To chyba był mój pierwszy kontakt z ilustracją w stylu fantasy. Postać Szkarłatnej Bestii, spokojnie mógłby się znaleźć na okładce Conana Barbarzyńcy. Tak mi się to podobało, że zaniosłem to na lekcję religii. Ksiądz był mniej zachwycony, uświadomiłem sobie wtedy, że Jezusek nie zawsze jest katolikiem.
Apeluję więc do Świadków Jehowy, jeśli chcecie pogadać to:
Primo, synchronizujcie odwiedziny ze spisywaniem liczników gazowych,
Secundo, przyślijcie ładniejsze panie,
Trio? Nie po nocce!
Etykiety:
freecats,
Krzyżacy,
Linki,
Świadkowie Jehowy,
życie
poniedziałek, 22 listopada 2010
Crow vs Cat
Dziś lokalnie, wybory samorządowe praktycznie za nami. Ale mam gotowy rysunek i szkoda żeby się zmarnował.
Nieładnie kopać leżącego, no chyba, że sam się prosił, jak nasz odwołany, były i już raczej nie przyszły prezydent miasta. Częstochowa ostatecznie powiedziała nie Tadeuszowi Wronie. Każdy pewnie ma swój powód dla którego za nim nie przepadał. Dla wielu będzie to faworyzowanie czarnych, dla cyklistów pojebane ścieżki rowerowe, a inni nie lubią jego wąsów. W sumie był użyteczny, bo wszystko można było na niego zwalić.
Ja, nie zapomnę mu tego, że za jego kadencji na ulicy Dekabrystów pozamykano bary (stoją przy niej również akademiki), bo nikt nie dostał nowej licencji na sprzedaż alkoholu. Dodam, że byłem wtedy studentem, a każdy wie jak ważny jest alkohol na tym etapie życia.
Jeszcze jakiś czas temu na pawilonie przy tej ulicy, można było przeczytać hasło:
PICIE PIWA ZAWRONIONE!
Czeka nas druga tura, w której wybierzemy kogoś do nienawidzenia, na następne cztery lata. A dla pana Tadeusza Wrony, piosenka Młynarskiego na pocieszenie o tym, że ktoś jednak lubi wrony choć to gust wypaczony, ale w wersji Gaby Kulki.
poniedziałek, 20 września 2010
Face Bóg Cat
Aż korci żeby napisać coś o Facebooku, ludzie spędzają tam już więcej czasu niż w Google. O zgrozo!
To już chyba nawet więcej, niż w Realu.
Nie miałem kąta na NK, nie jestem na FB, no bo ile fałszywych tożsamości, może mieć jeden człowiek?
Dzisiaj, jednak nie o tym. Nie lubię odgrzewanych tematów, a pytanie czy Bóg istnieje, było już wałkowane do zarzygania.
Ostatnio swój kamyczek do bożego ogródka, dorzucił profesor Stephen Hawking, którego bardzo lubię. Profesor stwierdził w swojej najnowszej książce, że nie ma miejsca na Boga w teoriach na temat powstania wszechświata. Obiecał jednak, że żeby mieć pewność, będą dalej prowadzone eksperymenty. Ciekawe jakie? Może powstaną nowe działy fizyki, termodynamika teologiczna, aerodynamika ducha świętego...
Mnie, to pytanie w ogóle nie dotyczy, bo od małego wpajano mi wiarę w Bozie. Na lekcjach religii, próbowali przekonać mnie do swojej wersji, ja jednak zostałem wierny Bozi. Na szczęście istnienia, Bozi jeszcze nikt poważny nie kwestionował. Pewnie dlatego że jest sympatyczna, lubi dzieci i nie potrzebuje do tego lubienia, księży.
Szczęść Bozia!
środa, 15 września 2010
Papa Ratzi
Benedykt XVI, leci jutro do Wielkiej Brytanii, trzeba mieć duże kohones, żeby jechać do tego gniazda anty-papizmu; albo nikt mu nie powiedział że go tam nie lubią. Ja widzę tą wizytę tak:
Jakiś antyklerykalny robi się ten blog, ale to tak samo jakoś przychodzi do mnie.
poniedziałek, 13 września 2010
Devil Cat
Obawiam się, że to ostatni poniedziałek z Kurą. Open Cat przedstawił mi swój pomysł, który ma rozwiązać jego dwie główne bolączki, z ostatnich tygodni. Te dwa problemy to Kura Zoofia i choroba Nergala.
Wiedziałem, że jest fanem pogan metalu, ale nie wiedziałem, że jest szatanistą. No wiec, postanowił zorganizować czarną mszę w intencji wyzdrowienia, lidera Behemota.

Podczas obrzędu, jak pewnie się już domyślacie, ma być złożona w ofierze Zoofia. Próbowałem ją bronić, mówiąc że nie jest pewne, czy Zoofia jest nadal dziewicą. Stwierdził, że to nieważne i że im bardziej plugawa bestia tym lepiej.
Open Cat zwołuje już współwyznawców i fanów Nergala. W ramach rekolekcji duchowych polecił słuchać utworu "Czarna Msza" zespołu religijnego Arka Satana (ze swej strony odradzam, jeśli nie masz mocnego żołądka).
Mile widziani będą też wszyscy właściciele częstochowskich kur, których ostatnio przybyło.

P.S.
Dla tych z was, którzy nie są szatanistami, a zainteresowani są pomocą dla Nergala i innych ludzi chorych na białaczkę, polecam stronę szpik.info.
Wiedziałem, że jest fanem pogan metalu, ale nie wiedziałem, że jest szatanistą. No wiec, postanowił zorganizować czarną mszę w intencji wyzdrowienia, lidera Behemota.

Podczas obrzędu, jak pewnie się już domyślacie, ma być złożona w ofierze Zoofia. Próbowałem ją bronić, mówiąc że nie jest pewne, czy Zoofia jest nadal dziewicą. Stwierdził, że to nieważne i że im bardziej plugawa bestia tym lepiej.
Open Cat zwołuje już współwyznawców i fanów Nergala. W ramach rekolekcji duchowych polecił słuchać utworu "Czarna Msza" zespołu religijnego Arka Satana (ze swej strony odradzam, jeśli nie masz mocnego żołądka).
Mile widziani będą też wszyscy właściciele częstochowskich kur, których ostatnio przybyło.

P.S.
Dla tych z was, którzy nie są szatanistami, a zainteresowani są pomocą dla Nergala i innych ludzi chorych na białaczkę, polecam stronę szpik.info.
piątek, 10 września 2010
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















