Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TwojaRura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TwojaRura. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 marca 2011

Lucha Libre Cat

Jak widzicie Open Cat nabrał trochę ciała. Z taką atletyczną budową, spokojnie mógł by brać udział w meksykańskiej wersji wolnej amerykanki, czyli lucha libre.


Poniżej fragment walki Nacho Libre vs Rameses.



wtorek, 1 lutego 2011

Frame Cat

Trochę przysnąłem, ale w końcu muszę wspomnieć o ramce, którą wykonałem w ramach akcji "W Ramch..."


Open Cat został jednak zastąpiony przez ćmy, i tak powstał "Władca ćmów". Poniżej projekt w 2D na którym bazowałem i trzy fotki jakie udało mi się zrobić podczas wystawy.

WŁADCA ĆMÓW

Dodam, że dzięki mojemu bratu i zastosowaniu najwyższej klasy, ultra nowoczesnego, procesora graficznego, Księżyc mryga na biało i czerwono.
Budowa samej ramki okazała się największym problemem, ale już po drugim podejściu efekt był zaskakujący, uzyskałem cztery kąty proste! Poza jedną raną ciętą oraz czasową utratą czucia w palcu wskazującym, było warto.
Możecie się o tym przekonać naocznie, odwiedzając Cafe Montmartre w Częstochowie, przynajmniej do końca lutego.

 Oczekiwanie na odsłonę

 Po odsłonie

Chyba przytyłem po świętach!

Więcej o całej akcji możecie się dowiedzieć z CGK i na blogu Aatrzy, a ci którzy wiedzą czego szukać, mogą sobie obejrzeć filmik z akcji W Ramach, gdzie widać mnie przez całe dwie sekundy. Ostrzegam, że osoby wypowiadające się na temat wystawy, wcześniej mogły coś spożyć.

czwartek, 27 stycznia 2011

Diasporal Cat

Stało się nieuniknione, Facebook stwierdził, że Open Cat jest zwierzęciem lub co gorsza postacią fikcyjną, i skasował mu konto. Chwilowe wzburzenie, przekułem na poszukiwania nowego social net worka, i tak trafiłem na Diaspore*.


Ma to być niezależna alternatywa dla Facebook'a. Niestety oprócz logo, które może się kotu kojarzyć z poznawaniem innych kotów, jedyne co udało mi się zrobić to zgłosić się do subskrypcji mailowej. Nie wróże więc wielkiego sukcesu temu projektowi. Oczywiście członków Diaspory możecie znaleźć na Facebooku.


Kolejny konkurent to Friendface, który promuje się cudownym filmikiem:


Friendface

Jak sami widzicie, etyka oraz przejrzystość warunków przystąpienia do Friendface zachęca żeby się przyłączyć. Niestety Open Cat nie należy do The IT Crowd.

Po tym długim i bezsensownym wstępie, moge przejść do sedna sprawy i zaprosić was na nową stronę Open Cat'a na fejsie:

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Kago Cat


Nie wiem co biorą te japońskie koty, albo ich właściciel ale z Open Cat'em to by nie przeszło. Więcej cierpliwych kotów na blogu かご猫.







wtorek, 21 grudnia 2010

We're Sorry Cat


PKP przeprasza gdzie tylko się da, wykupili miejsce na przeprosiny nawet na moim skromnym blogu. Zaprawdę słuszne to i zbawienne. Tym samym koleje dołączyły do takich światowych liderów przepraszania, jak BP.



poniedziałek, 6 grudnia 2010

Hazel vs Cat


Idąc za ciosem, muszę zrobić kolejny wpis o naszych lokalnych wyborach prezydenckich. Właściwie wszystko przez to, że Wojciech Młynarski napisał zbyt wiele piosenek. Pani Izabela Leszczyna przegrała wybory, więc podobnie jak Panu Wronie, należy jej się piosenka na pocieszenie - o leszczynie oczywiście.



Wszystko wskazuje na to, że najbliższe cztery lata za nasze miasteczko będzie odpowiadał Pan Matyjaszczyk. Może do tego czasu Młynarski napisze jakąś piosenkę i o nim, a może nie będzie mu potrzebna.

środa, 1 grudnia 2010

SNOWCAT

Ogłaszam zimę, nie czekam do 21 grudnia. Za oknem gwiżdże i sypie tak, że psa bym nie wypuścił na dwór, ale Open Cat jest twardszy od przeciętnego psa.


Nie wiem czy równie twardzi byli uczestnicy dzisiejszego flashmoba na ul. Piłsudzkiego  - WIELKIE FRYTKOBRANIE nr 1!. Mimo, że frytki to jedyny pokarm jakiego nie przyswajam, zawsze trzymam kciuki za każdą akcję, która może być pretekstem do pójścia razem na piwo. Jak nie dziś, to może na wiosnę.

Zauważyłem, że Crystal Castles świetnie pasują do przedzierania się przez zaspy, może dlatego, że są z Kanady. Ostry kawałek Doe Deer, posłuchajcie jak skrzypi mróz w Toronto:



A jak przestanie tak piździć, i będzie można sobie pospacerować - Celestica:



niedziela, 28 listopada 2010

Leaking Cat

No i nie mogę wejść na wikileaks.org, pewnie ich Amerykanie przyblokowali. A mieli ujawnić dokumenty, w których amerykańska dyplomacja, uwaga, jest szczera! To rzadka okazja, żeby się dowiedzieć, co tu się naprawdę dzieje.


Prawie każdy film, z aferą w tle kończył się dostarczeniem obciążających materiałów dziennikarzom.  Film sie kończy ale wiemy że opinia publiczna ukarze winnych. Chyba tylko w filmie "Człowiek, który gapił się na kozy", pokazano gdzie media i opinia publiczna to mają . Ale na razie jest trochę szumu, jak ostatnio przy okazji wycieku o działaniach w Afganistanie.

Tylko czy to coś dało, czy teraz, coś to da? Żeby tylko wojny z tego nie było!
Amerykańskie działania wojenne w XX wieku, od kuchni.


poniedziałek, 22 listopada 2010

Crow vs Cat

Dziś lokalnie, wybory samorządowe praktycznie za nami. Ale mam gotowy rysunek i szkoda żeby się zmarnował.


Nieładnie kopać leżącego, no chyba, że sam się prosił, jak nasz odwołany, były i już raczej nie przyszły prezydent miasta. Częstochowa ostatecznie powiedziała nie Tadeuszowi Wronie. Każdy pewnie ma swój powód dla którego za nim nie przepadał. Dla wielu będzie to faworyzowanie czarnych, dla cyklistów pojebane ścieżki rowerowe, a inni nie lubią jego wąsów. W sumie był użyteczny, bo wszystko można było na niego zwalić.
Ja, nie zapomnę mu tego, że za jego kadencji na ulicy Dekabrystów pozamykano bary (stoją przy niej również akademiki), bo nikt nie dostał nowej licencji na sprzedaż alkoholu. Dodam, że byłem wtedy studentem, a każdy wie jak ważny jest alkohol na tym etapie życia. 

Jeszcze jakiś czas temu na pawilonie przy tej ulicy, można było przeczytać hasło:
PICIE PIWA ZAWRONIONE!

Czeka nas druga tura, w której wybierzemy kogoś do nienawidzenia, na następne cztery lata. A dla pana Tadeusza Wrony, piosenka Młynarskiego na pocieszenie o tym, że ktoś jednak lubi wrony choć to gust wypaczony, ale w wersji Gaby Kulki.


wtorek, 16 listopada 2010

Banksy Cat

W niedzielę obejrzałem "Wyjście przez sklep z pamiątkami", film miał być o Bnaksy'm.
(Uwaga, dalej będzie o tym co w filmie, więc jak nie oglądałeś, to ci powiem jakie jest zakończenie)

Banksy to, Banksy tamto, jest już tak rozpoznawalnym Anglikiem jak Beckham, a raczej jego street art, bo prawdziwego wizerunku Banksy'ego, nikt nie zna, no prawie nikt. Mam na półce album z jego pracami które sprzedają się za ciężką kasę, co jest główną przyczyną krytyki ze strony środowiska street artu. Sam Banksy ma chyba do tego stosunek bardziej utylitarny, mam kasę, nikt mnie nie zna, nadal robię co chcę. Po obejrzeniu dokumentu, którego był reżyserem, mam do niego jeszcze większy respekt.

Banksy w filmie jest, ale jak sam mówi na początku, dokument jest nie o nim, ale o Thierry Guetta. Thierry to Francuz, mieszkający od lat w USA, z obsesją filmowania wszystkiego. Przynajmniej tak było dopóki nie zainteresował się street artem, a w końcu Banksy'em. Jest zabawnie, poznajemy historię jego życia oraz  innych twórców ulicy, aż do momentu kiedy Thierry, prezentuje swój film. Zwrot akcji, jak w dreszczowcu.

Nie opiszę jednak zakończenia, nie czytajcie opisu filmu gdzie indziej, musicie to zobaczyć. Powiem tylko, że nie nazywam się Emsi, jeśli nie jest to kolejna prowokacja Banksego. Nawet jeśli wyrwała się z pod kontroli, to tylko potwierdza to, co chciał przekazać. Każdy może być artystą, a pojęcie sztuki jest bardzo umowne.

P.S. 
Angielska telewizja dotarła jednak do artysty, dzięki dokumentowi BBC możecie poznać dzień z życia Banksy'ego.


sobota, 6 listopada 2010

Fart Cat

Ponieważ moje ostatnie wpisy okazały się błądzeniem po historii Internetu, mam nadzieję że dzisiejszy temat okaże się ożywczym powiewem.
Zbyněk Fišer, czechosłowacki filozof skatologiczny miał powiedzieć, że wszystko jest gówno, oprócz moczu. Ostatnio jestem skłonny się z nim zgodzić, wyłączył bym jednak z tego uogólnienia również pierdy, o których będzie dziś mowa.

Z wypiekami na twarzy, zakupiłem niewielkich rozmiarów książeczkę „Sztuka Pierdzenia. Esej teoriofizyczny i metodyczny”, autorstwa Pierre'a Thomasa Nicolasa Hurtauta, wydana po raz pierwszy, roku pańskiego 1751. Była ona, onegdaj azaliż przebojem salonów. Ludzie od tego czasu nie przestali puszczać baków, ale sama sztuka zeszła raczej do podziemia.

Autor, dokonał heroicznej pracy polegającej na klasyfikacji pierdnięć. Wyłuszczył zasadniczą różnicę miedzy pożytecznym pierdnięciem a złowieszczym bąkiem, nie omieszkał wspomnieć o pożytkach z pierdzenia dla społeczności oraz jego wpływie na piegi. Doradza również osobom przesądnym jak ową czynność skryć.

Po lekturze tego dzieła, będziecie mogli z pełna świadomością oddać się radosnej twórczości, emitując pierdnięcia dyftongalne, które potrafią przegonić diabła, lub pofolgować sobie przy wtórze półwokalu czyli pierdnięcia mikrego, czy też zauroczyć miłe towarzystwo pierdnięciem klarownym lub przydechowym. Zapewniam was że to nie cały repertuar. Odradzam jednak eksperymentów z pierdnięciem murarza, szczególnie w towarzystwie, jak miłe by nie było.
Jak poruszająca i społecznie zaangażowana jest to lektura, niech świadczy zainteresowanie środowisk lewicowych. To niesamowite, że libertyńska zabawka inspiruje nawet Krytykę Polityczną.

Przy okazji zajrzałem na youtuba, gdzie znalazłem żywą ilustrację twierdzeń Hurtauta o bliskości sztuki pierdzenia i muzyki. Przed wami Człowiek Metan. Czasem jestem dumny, że jestem człowiekiem.



„Zastrzec wszelako pragniemy z całą stanowczością, że wyzyskiwanie pierdnięcia do innych celów niż zdrowotne i artystyczne uznajemy za niewłaściwe, nieszlachetne, bezrozumne i płoche”

Pierre Thomas Nicolas Hurtaut

niedziela, 24 października 2010

Zef Cat

Jestem w Niemczech, więc dziś coś z RPA. Kraj ten znany jest z trzech rzeczy, Nelsona Mandeli, "Dystryktu 9", oraz zespołu Die Antwoord.
Gdybym był na Facebooku, pewnie usłyszał bym o nich już na początku roku, a tak dowiedziałem się z "Przekroju", w dodatku papierowego. Od tej pory nie mogę oderwać się od youtuba, i teledysku Enter The Ninja, no i od wywiadów z zespołem, są totalnie ZEF.

 Co to jest ZEF? 
Najlepiej opiszą członkowie zespołu czyli, Ninja i Yo-Landi Vi$$er niestety bez DJ Hi-Teka.

Kiedy powiedziałem Pussycat, że będę rysował Zef Cata zauważyła, że jednego już rysowałem. Miał na myśli Leslie Hall, no bo w końcu ZEF to przecież tylko inny rodzaj obciachu. 
Podobno cały projekt ma drugie dno, ale musicie wykazać się cierpliwością i dużą dozą dobrej woli, no chyba że jesteście fanami jak Emsi. Dowodem niech będzie kawałek "Evil boy", czyli historia chłopca z getta, który nie chce iść do buszu żeby stać się mężczyzną lub umrzeć, między innymi:
 Powodzenia.

poniedziałek, 18 października 2010

Deercat


Częstochowa ma kury, a Łódź ma kotojelenia. To rzadkie zwierzę, i jego zwyczaje zostały uchwycone w filmie przyrodniczym: Na tropie Kotojelenia.


Mimo niewątpliwego uroku zwierzęcia, Łódź straciła szansę na zostanie Europejską Stolicą Kultury w 2016. Jedni twierdzą, że to polityka, bo miasto leży za blisko stolicy, a inni, że po prostu Łódź nie miała wiele do zaoferowania. Szkoda, mielibyśmy blisko z Częstochowy.

Zaprzyjaźniony blog zmienił z tej okazji nazwę na Łódź Stolicę Ułudy.

Bardzo chciałem odwiedzić obecną stolicę kultury, czyli Essen. Mają tam zajebiście wielką koparkę, w starej kopalni odkrywkowej. Kocham sztukę!

wtorek, 12 października 2010

Metro Goldwyn Mayer Cat



Wczoraj miałem okazję, zobaczyć filmy finalistów "Częstochowa w kadrze". W konkursie wzięło udział 20 prac, a nagrodzono 5, pierwszego miejsca nie przyznano. Nie byłem na wcześniejszych pokazach, gdzie prezentowano wszystkich konkursowiczów, bo chyba nie jestem taki mocny jak myślałem i nie wytrzymałbym takiej dawki kina amatorskiego.

Niestety nie wygrał mój faworyt, czyli film o dumnej nazwie „Miasto Częstochowa”. Dostał za to dwie nagrody, za trzecie miejsce oraz nagrodę Gazety Wyborczej. Zajawkę filmu, można obejrzeć na stronie twórcy, miastoczestochowa.blox.pl.
Dzięki użyciu przyspieszonych zdjęć, przechodnie i auta przemieszczają się bardzo szybko, a Częstochowa nabiera od razu niespotykanego dynamizmu. Jednak muszę przyznać, że po dziesięciu minutach, zaczyna to już nużyć. Za to pielgrzymki śmigające po Alejach, z prędkością dźwięku pieśni kościelnych, bezcenne. Zauważyłem, że zastosowano też efekt Tilt-Shift, dzięki któremu miasto wygląda jak żywa makieta. Świetny spot reklamowy dla miasta, szybki podgląd na nasze dzielnice i ofkors Jasną Górę. Kawał dobrej roboty, respekt.

Spodobał mi się też inny film z trzeciego miejsca, o rozbiórce komina Elanexu, "Pasja wspinania". Szkoda że w pełni nie wykorzystano obrazów miasta z perspektywy komina.

And last but not least, „POLOKI” czyli ciężki los Polaków na emigracji, zrealizowany przez Odbyt Design (sic!). To nasi częstochowscy weterani kina niezależnego. Ich wiekopomne dzieło "Kapitan Taca", na bazie którego powstał Matrix, przeszedł już chyba do legendy.

Ten nagrodzony drugim miejscem film, jest z gruba ciosany, ale nie o technikę tu chodzi. Na początku mamy fragmenty z ich starszego filmu "Last minute" , potem krótki przerywnik muzyczny (kawałek zespołu Butelka „To mnie wkurwia”), a potem już tylko mięsko, czyli jak się bawimy w Londku. Widziałem to wcześniej na youtubie ale i tak miałem ubaw.



Panowie oficjalnie przyznaję wam Pomarańczowy Częstochowski Koci Anus:

(Nagroda sponsorowana przez Cafe Belg, miał być kufel ale trudniej wynieść)

Chciałem zobaczyć jeszcze "Dziwne Gołębie", bo zaintrygował mnie opis filmu:
"Impresyjny obraz penetrujący najgłębsze pokłady psychiki częstochowskich gołębi, ich niepokoje i dezintegrację"; a częstochowskie gołębie są mi bardzo bliskie, dlatego w tym roku nie przyznamy nagrody Brązowego Anusa.
Pozostałe dwa filmy były treściowo zbyt głębokie, żebym mógł je prezentować na tym blogu.

poniedziałek, 11 października 2010

niedziela, 3 października 2010

Smurf Cat


Jako wprawni konsumenci popkultury, musieliście zauważyć, że James Cameron czerpał pełnymi garściami z historii Smerfów, tworząc film Avatar. Zresztą to nie tylko moja opinia, wspominają o tym również bardziej wiarygodne źródła.

Nie jestem wielkim fanem tego filmu, nie widziałem wersji reżyserskiej, dłuższej o całe osiem minut, z czego cztery przypadają na nowe napisy końcowe. W kinie oglądałem Avatara tylko dwa razy. Pojechałem specjalnie do Katowic, żeby w IMAXie cieszyć się full 3D. Usiadłem w pierwszym rzędzie w nadziei, że zobaczę co księżniczka Neytiri ma pod spódnicą. Technologia 3D nie zaszła jednak jeszcze tak daleko i skończyło się na bólu szyi.

Będę miał jednak jeszcze szansę, na głębsze poznanie anatomii Na'vi, ponieważ Hustler nakręcił porno-apokryficzną wersję Avatara, również w 3D. Jest już zajawka, można ją spokojnie obejrzeć, ponieważ nie zawiera żadnych zdrożnych kawałków, no może poza grą aktorską. "This Ain't Avatar XXX"

Podobno kiedy Cameron przygotowywał zdjęcia próbne do Avatara, również kazał biegać swoim półnagim aktorom po dżungli. Traf chciał, że rozpoznali go jacyś turyści, i poszła plotka, że sławny reżyser się stoczył i kręci teraz jakieś sfiksowane pornosy w tropikach.
Teraz żaden turysta go nie zobaczy, bo James przygotowuje się do drugiej części Avatara, na dnie oceanu. W Australii zbudowano specjalny batyskaf, dzięki któremu będzie mógł zrobić zdjęcia w najgłębiej położonym miejscu świata, czyli Rowie Mariańskim.
Już samo to wydarzenie, aż prosi się o porno wersję, „Cameron penetruje najgłębszy rów!”



wtorek, 28 września 2010

Small Tracksuit Cat

A ty, gdzie masz swój dresik?


Zbliżamy się do końca września, kończy się też pierwszy etap kampanii reklamowej pewnego portalu internetowego. Wszędzie pełno a-dresików, ja trafiłem na nie w radiu, kinie, gazecie, w sklepie z sukienkami, no i w internecie. Zastanawiam się, czy a-dresik żyje już swoim życiem? Tak jak kiedyś: takie rzeczy to tylko w erze, prawie robi różnicę, zimny Lech, albo trochę zapomniane już kopytko.

Już słyszę te dialogi. Koleś zaczepia cię w bramie i pyta:
-Masz zeta?!
Próbujesz ratować się żartem, zauważając, że nie nosi zwyczajowego stroju:
-A-dresik?
-A-dresik, to ja mam na Gmailu!
No i na złotówce się nie skończy.

Przy okazji kampani reklamowej, zwróciłem uwagę na rysunki Jana Kozy, który odpowiada za stronę graficzną projektu. Zastanawiałem się, skąd ja go znam, aż w końcu znalazłem, Szczepana i Irenkę. 
Poszperałem jeszcze w necie, i z ulgą stwierdziłem, że nie jestem już core targetem (15-25lat) tej kampanii, więc spokojnie mogę ograniczyć mój kontakt z wp.pl do linkowania muzy z ich portalu.

Tyle o zalewie dresików, najlepszy komentarz do zmasowanych kampanii reklamowych, zrobił parę lat temu sam pan Koza, w odcinku Szczepana i Irenki, o promocji bigosu.


Na życiu, trzeba się znać.

sobota, 4 września 2010

Hamsters vs. Cat

Straszny zwierzyniec dziś na blogu, nic nie poradzę, ale ciągle trafiam na chomiki. Nigdy nie miałem chomika, w dzieciństwie hodowałem (czyt. znęcałem się) świnki morskie, no i raz mnie ugryzł chomik kolegi.
Mimo to proponuję weekend z chomikami, i nie chodzi mi o ściąganie plików z chomikuj.pl.



Na pierwszy ogień trafią bratnie chomiki mieszkające na stronie chomiks.com, walczące z IVRP. Ostatnio strona została reaktywowana, ale autor chyba przysnął, a może ogląda TVP i doszedł do wniosku, że śmieszniej się nie da. Mam nadzieję że się ruszy.

Drugi chomik, a raczej chomiczka, moja faworytka, tuturutu: Oruchuban Ebichu. Cóż mogę powiedzieć,zakochałem się w tej anime. Odcinki są krótkie (8min), żarty wulgarne, jest sex i leje się krew, głównie chomicza. Ebichu wymiata, w odbiorze mogą przeszkadzać jedynie trudności z tłumaczeniem nie przetłumaczalnych żartów językowych. Polecam zapoznać się z recenzją, no i do oglądania na TwojejRurze.

Ponieważ nasz blog promuje wartości rodzinne, mamy też coś dla naszych milusińskich.
Seria Hamtaro - wielkie przygody małych chomików. Cóż mogę powiedzieć, nie wiele więcej, nie mam pięciu lat żeby to oglądać! Podobno jest tam dużo słodziutkich chomików.

Żegnam was przy dźwiękach piosenki o Chomiczówce, Sidneya Polaka:




[*] Dzisiejszy wpis dedykuję pamięci CZOKO, najgrubszego chomika jakiego było mi dane, w życiu zobaczyć.