Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FotoCuvet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FotoCuvet. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 marca 2011

Twożywo Cat

Dziś mój mały tribute dla grupy Twożywo, która skończyła oficjalnie swoją działalność 1 marca 2011 roku.


Nawet jeśli ich nie kojarzycie, to nie ma bata, coś z ich twórczości musiało się pojawić przed waszymi oczyma. Grupa Twożywo od 1998 tworzyła: murale, ilustracje, animacje, szablony, okładki książek, ...

Muszę się przyznać, że w zamierzchłych czasach popełniłem dzieło, "3objawy", na konkurs nudzie nei, zorganizowany przez Twożywo. Chyba się wtedy strasznie nudziłem.

Na koniec coś z życie, ponieważ odbieram pozytywne sygnały, związane z wiosennymi kupami w nagłówku, Foto Cuvet (sic!) z pewnego miasta na pewnej ulicy.



Po prostu bosko!



piątek, 25 lutego 2011

Eskimo Cat

Zima daje po łapach, może to już ostatnie, mroźne spazmy Królowej. Dla tych co nie boją się wyjść z ciepłych domów, mam zaproszenie na dzisiejszy wieczór. W Częstochowskiej Kawiarni Montmartre kolejna wystawa, po "W Ramach", zawisną "Ulubione" zdjęcia. Z powodu odwiedzin pana Mana w Gaude Mater, start o dwudziestej pierwszej. Oczywiście można a nawet trzeba być wcześniej, nie wszystkim udało się dostać bilety do Gaudy.


Moja fota też tam będzie, ale o tym następnym razem.

środa, 29 grudnia 2010

Baby Jesus Cat

Nie spodziewałem się, że wizyta w jasnogórskiej szopce tak mną wstrząśnie. Pussycat mogła pomyśleć, że się nawróciłem bo co pięć sekund powtarzałem: O Jezu! Tegoroczna szopka naprawdę daje po oczach.
Nie wszystko mogłem zrozumieć, bo niektóre scenki rodzajowe, są dość hermetyczne. Mnie biednemu ignorantowi kojarzą się tylko z wystawą sklepową dewocjonalnego lumpeksu. Ktoś musiał czyścić magazyn z manekinów oraz gipsowych potworków, i postanowił wesprzeć biednych Paulinów.

Na szczęście są też znajome elementy, o których na pewno wspomina Pismo, a przynajmniej powinno. I tak możecie pokazać dzieciom, że Jezuska odwiedził Szarik i Lessi, które zabrały ze sobą znajomych, rodwailera, dobermana oraz nakrapianego doga podobnego do Saby. Nie mogło zabraknąć także zawadiackich i wesołych, czarnych niewolników z plantacji bananów, znanych już ze średniowiecznych jasełek i Chaty wuja Toma. No i niezastąpione jelenie które pasują wszędzie.

Samego Jezuska zauważyłem dopiero przy drugiej wizycie, kiedy oswoiłem się z lalkami które chyba wysypały się Mikołajowi z wora.


Unikałem tematu świąt, ale po obejrzeniu i to dwukrotnym, tego dzieła z czystym sumieniem mogę zrobić swoją kocią szopkę, a i tak nie przebije szopy strachów z Jasnej Góry.

Takiego nagromadzenie tandety i złego smaku nie mogę nie docenić, przyznaję więc Brązowego Kociego Anusa.


 Dla tych którzy nie mogą jej osobiście odwiedzić, nie chcą, lub nie mają jej jeszcze dosyć, dołączam zdjęcia szopki. Żeby je zrobić musiałem tam jechać drugi raz, więc patrzcie aż was oczy rozbolą!

sobota, 20 listopada 2010

Face Cat

Pewnie macie już po dziurki w nosie, oglądania plakatów wyborczych. Wszędzie lampią się na nas wymuskane w Photoshopie fejsy. Jedni poprawiają zez, inni się nim szczycą, a we mnie rośnie ochota żeby złapać za flamaster i wszystkim domalować wąsy.


Ktoś w Częstochowie na pewno przechodzi podobną traumę, bo obdarzył zarostem trzy fejsy na wyborczych bilbordach. Wykazał się przy tym wielce chwalebnym pluralizmem i upiększył SLD, PIS i PO:

Kocio.

ZOCHA NA PREZYDENTA!

PO potrafi doić wszystko!





środa, 27 października 2010

Klimt Cat

Dziś coś z Riehen i Bazylei. Kiedy byłem ostatnio w Riehen, rządził tu Basquiat, dziś tam gdzie stała jego lodówka, można podziwiać rysunki Egona Schiele. Ale gwiazdą wystawy  VIENNA 1900 – KLIMT, SCHIELE AND THEIR TIMES jest oczywiście Gustaw Klimt. Osobiście wolę nerwowe linie Schielego, szczególnie jego autoportrety i rysunki erotyczne. Zestawienie obu malarzy to jak patrzenie na noc i dzień, Schiele wykorzystywał niektóre motywy Klimta, na swój sposób. Najbardziej znane to Pieszczota, wersja Klimta, a tu Schielego (Kardynał i Zakonnica).

Możliwość obejrzenia oryginalnych prac Gustawa Klimta, traktuję jak odtrutkę na to co zrobił z tym arystą przemysł dizajnerski. Motywy z jego obrazów można znaleźć na talerzykach, filiżaneczkach, wazoniczkach, podstaweczkach, kolczyczkach, wisioreczkach i oczywiście obrazeczkach. Przykład eksploatacji Gustava znalazłem w samym Riehen. Dzisiejszy kot też jest zerżnięty, od pani która wykorzystuje motywy klimtovskie w swojej twórczości.


Oryginalnej pracy Klimta z kotem nie znalazłem, ale musiał lubić te stworzenia, bo na jego najsłynniejszej fotce stoi razem ze swoim kotem na rękach. Wyszperałem nawet książkę, raczej dla dzieci, Klimt And His Cat.

Teraz zapraszam do Cuvety, zamieszczam kilka nowych i kilka zaległych zdjęć z Bazylei i Riehen.


niedziela, 10 października 2010

Magic Pencil vs Open Cat

Mija już tydzień, od Międzynarodowego Festiwalu Komiksu w Łodzi a ja nadal nie mogę „ochłonąć”. Zainspirowany wystawą komiksów przesłanych na konkurs, stworzyłem poniższe dzieło. Twórcy „Odczarowanego ołówka”, chyba nie zostali docenieni ale ja poczułem od razu sentyment do ich pracy, w końcu kto nie chciał mieć zaczarowanego ołówka.


Film animowany “Zaczarowany ołówek” powstał zresztą również w Łodzi, w studiu Se-Ma-For. Jeszcze przed wyjazdem, trafiłem na kilka tematów związanych z tym miastem.  Najpierw blog, na którym autor prezentuje urokliwe miejsca Łodzi, w sam raz do promocji ziemi obiecanej jako stolicy kultury 2016. Dodaję swoją fotkę, może trafi do tego bloga.


Potem Piątek w KP, który był tam mieszkał, odmalował w swoim felietonie Łódź jako przedsionek piekieł lub co najmniej Kalkutę Europy Centralnej. Fakt miasto ma potencjał, ale jest swojsko ohydne i wszędzie widać snujących się bohaterów felietonu Piątka. Gdyby to było południe Francji, pewnie byśmy cmokali na widok zaniedbanych elewacji i zrujnowanych kamienic, „jakież to urocze”. W naszym klimacie te rudery zachwycić mogły tylko Davida Lyncha, bo to gotowe lokacje na filmy grozy. Dlatego, na pewno jeszcze odwiedzę Łódź.

Za cztery dni ŁÓDŹ DESIGN FESTIVAL.

Jeszcze jedna fotka, niestety rzeźby już nie widziałem osobiście. Ktoś podmienia nazwy ulic w Łodzi! Ulica Piotrkowska została przemianowana na Dudniących Kebabów, faktycznie „turek" obok, dawał czadu. Reszta fotek w cuvecie.



poniedziałek, 13 września 2010

Devil Cat

Obawiam się, że to ostatni poniedziałek z Kurą. Open Cat przedstawił mi swój pomysł, który ma rozwiązać jego dwie główne bolączki, z ostatnich tygodni. Te dwa problemy to Kura Zoofia i choroba Nergala.
Wiedziałem, że jest fanem pogan metalu, ale nie wiedziałem, że jest szatanistą. No wiec, postanowił zorganizować czarną mszę w intencji wyzdrowienia, lidera Behemota.



Podczas obrzędu, jak pewnie się już domyślacie, ma być złożona w ofierze Zoofia. Próbowałem ją bronić, mówiąc że nie jest pewne, czy Zoofia jest nadal dziewicą. Stwierdził, że to nieważne i że im bardziej plugawa bestia tym lepiej.
Open Cat zwołuje już współwyznawców i fanów Nergala. W ramach rekolekcji duchowych polecił słuchać utworu "Czarna Msza" zespołu religijnego Arka Satana (ze swej strony odradzam, jeśli nie masz mocnego żołądka).



Mile widziani będą też wszyscy właściciele częstochowskich kur, których ostatnio przybyło.



P.S.
Dla tych z was, którzy nie są szatanistami, a zainteresowani są pomocą dla Nergala i innych ludzi chorych na białaczkę, polecam stronę szpik.info.

wtorek, 24 sierpnia 2010

Kura na wsi

Stało się, dziś kura bez kota. Mam nadzieje, że masy wielbicieli Open Cata mi wybaczą.
Kura spędziła weekend na wsi. Byłem ciekaw reakcji wiejskich kur, jednym słowem - panika. Zupełnie jakbym się pojawił z jastrzębiem. Ledwie udało się strzelić parę fotek.
Efekt odwiedzin poniżej i na stronie kurawakcji. Wiejskie kury nie polubiły Zoofi, ale chyba sama sobie nagrabiła:

sobota, 21 sierpnia 2010

Transformers Cat

Ponieważ wszyscy fani tego bloga, zmieścili by się w budce telefonicznej, bez obaw mogę podzielić się z wami tajnymi materiałami operacyjnymi, nie martwiąc się że wpadną w niepowołane ręce.
Jeśli śledzicie artykuły, w polskojęzycznych czasopismach, na pewno nie umknęła wam wiadomość o nowej sukni częstochowskiej Czarnej Madonny, z kawałkiem smoleńskiego wraku.
Jest to jednak tylko zasłona dymna. W tajemnicy została zbudowana inna sukienka, a właściwie wielozadaniowy, bojowy, w pełni katolicki pancerz bojowy, wzorowany na robotach bojowych Transformers. Posiadamy zdjęcia, na których widać akcję pozyskania ostatniego, brakującego elementu, przeprowadzoną przez agentkę służb specjalnych Watykanu, siostrę Janinę.





Ponieważ, sam pancerz jest ukrywany, dysponujemy jedynie jego wizualizacją. Papa Ratzi po prezentacji jego możliwości miał powiedzieć:
Ja! Wunderbar! Das ist optimal!



Nowa super sukienka ma być używana do obrony Jasnej Góry. Na razie jednak będzie służyć do walki z samolotami, które tworzą chemtraile nad Częstochową. O samym zagrożeniu ze strony chemitraili, można przeczytać w wielce pouczającym artykule o. Stanisława Tomońa.


Dla tych którzy mają to wszystko gdzieś, i zaglądają tu tylko dla kota, proszę bardzo:

środa, 11 sierpnia 2010

Carved Cat

Szczęść Boże. Wczoraj wpadłem na pomysł jak rozwiązać spór o krzyż, właściwie to sprawa jest już rozwiązana. Ale po kolei.
Zawsze wiedziałem, że władze Częstochowy wybiegają na przeciw palącym potrzebom swoich mieszkańców. Żeby wspomnieć tylko autobusy dla pielgrzymów, turystyczną promocję Jasnej Góry, fikuśne ścieżki rowerowe, długo można by wymieniać ich zasługi. Moje odkrycie, mnie jednak powaliło, kiedy uświadomiłem sobie jak daleko w przyszłość, wybiegają predykcje naszych włodarzy, i nie dotyczą one tylko mieszkańców miasta, ale całego kraju.
Ale o co chodzi? No, o krzyż? Jedna strona chce obalić krzyż, druga jakiegoś pomnika. A co my mamy w Częstochowie? Jedno i drugie!
Przecież w Alejach, stoi/leży 12-metrowy krzyż. Leży jakby go ktoś obalił, ale z drugiej strony, nie wiadomo po co tam jest, więc mamy pomnik. I tak bez dodatkowych kosztów mamy rozwiązany problem, który pogodzi obie strony. Trzeba tylko przenieść obrońców krzyża do Częstochowy, tutaj nie zwrócą niczyjej uwagi, szczególnie w sierpniu. Amen.


sobota, 31 lipca 2010

Ammonite vs Cat

Wczoraj zobaczyłem, świeżo ukończoną częstochowską inwestycję. Otwarcie było chyba dziewiętnastego, kiedy akurat nie było mnie w mieście. Ten nowy obiekt to fontanna. Akurat padał deszcz kiedy, zasuwałem przez Aleje. Nagle, spod parasola, ujrzałem coś co przypomina koszmar cukiernika. Podobno fontanna ma kształt, stylizowany na amonit. Mnie jednak od razu skojarzył się z koślawym tortem weselny, na którym palą się zimne ognie.
Każdy ma prawo do własnej interpretacji, dlatego dziś zrobiłem tę fotkę. Przy okazji przysiadłem na chwile w pobliżu, i obserwował reakcję ludzi. Dzieci są zachwycone, jak zawsze. Tylko jeden chłopczyk, pytał dziadka gdzie poszła dziewczynka z gołębiami (to a propos drugiej, a-lejowej fontanny).